Nie wiem, co jest ze mną nie tak, że ciągle wracam do gier, w których każde skrzypnięcie podłogi brzmi jak wyrok śmierci. Może to jakaś forma autoterapii? A może po prostu lubię, gdy gra traktuje mnie jak ofiarę, a nie bohatera. Tormented Souls 2 idealnie trafia w to dziwne miejsce między strachem a fascynacją – i choć czasem mnie frustrowała, nie mogłem się od niej oderwać.
Dual Effect to studio, które nie udaje, że wynalazło horror na nowo. Oni wiedzą, że najlepsze strachy to te stare, kanciaste i pachnące Silent Hillem. Już pierwsza część miała w sobie ten klimat – nieco nieporadny, ale szczery. Dwójka to inna historia: lepiej napisana, ładniejsza i dużo bardziej pewna siebie.
Znów gram jako Caroline Walker, która po piekle w Wildberger Hospital próbuje ułożyć życie na nowo. Wraz z siostrą Anną trafia do willi w chilijskim Villa Hess, gdzie – jak się domyślasz – dzieją się rzeczy, po których nawet ubezpieczyciel by się rozmyślił. Sielanka trwa może trzy minuty, potem zaczyna się klasyczna spirala koszmaru.
Gra zachwyca klimatem. Światło to tutaj osobny bohater. Każdy promień, każda migocząca żarówka buduje napięcie lepiej niż połowa jumpscare’ów w grach AAA. Wchodzę do pokoju i zamiast patrzeć na potwora, stoję chwilę w miejscu, bo chcę zobaczyć, jak cień przesuwa się po ścianie. Takie rzeczy potrafią tylko ci, którzy rozumieją horror.

Rozgrywka? Klasyczna, ale z duszą. Caroline nie biega jak ninja – każdy ruch ma ciężar, a walka to bardziej walka o przetrwanie niż o punkty doświadczenia. Brak amunicji to nie błąd balansu, tylko design. I to taki, który działa. Moment, w którym biegnę z zapalniczką w jednej ręce i słyszę coś w ciemności, to czyste złoto.
Zagadki potrafią dać w kość, ale nie są absurdalne. Jeden z moich ulubionych momentów? Kiedy po godzinie szukania rozwiązania odkryłem, że brakujący klucz miałem w ekwipunku od początku. To ten typ wstydu, który pamiętasz długo.

Nie obyło się bez wad. Kilka glitchy potrafi zepsuć zabawę – raz utknąłem w teksturze i straciłem kwadrans postępu. Kamera bywa uparta, a lokacje mimo pozornej otwartości są dość liniowe. Ale wiecie co? Wolę taki oldschool niż kolejny „otwarty świat”, w którym największym horrorem jest drzewko umiejętności.
Po kilku dniach z Tormented Souls 2 wiem jedno: to nie gra dla niecierpliwych. Ale jeśli masz w sobie cierpliwość, lubisz czuć strach, a nie tylko go oglądać, dostaniesz coś wyjątkowego.
Plusy: rewelacyjne oświetlenie, klimat, dźwięk, projekty potworów, zagadki, świetny voice acting.
Minusy: błędy techniczne, kamera, momentami za duża liniowość.
Polecam? Tak. Ale tylko tym, którzy lubią, gdy gra patrzy im w oczy i mówi: „Nie przeżyjesz tego”.