0

LEGO na Marsie? Mars First Logistics pokazuje, że to działa

Mars First Logistics pokazało mi, że największym wrogiem na Czerwonej Planecie nie jest niska grawitacja czy skażenie radiacyjne, tylko własna ambicja. I to jest najlepsza rzecz, jaką mogę o tej grze powiedzieć.

Przez pierwsze dwie godziny czułem się jak geniusz inżynierii. Zbudowałem pojazd na sześciu kołach, dodałem chwytak, przewiozłem kilka skrzynek i myślałem, że opanowałem system. Potem przyszedł pierwszy stalowy słup. Trzeba było go nie tylko przewieźć, ale postawić pionowo na wyznaczonym miejscu. Piętnasty reset później zrozumiałem, że ta gra mnie nienawidzi. I ja ją też.

image 3

Bo Mars First Logistics nie jest łatwe. Nie jest też typową grą logiczną, gdzie szukasz jednego, ukrytego rozwiązania. To gra o próbach i błędach. Głównie błędach. I o tym, żeby nie rzucić kontrolerem o ścianę, kiedy Twój przewrócony łazik po raz dziesiąty wraca na pozycję startową, a stalowy słup ląduje tam, gdzie był na początku.

System budowy to czysty crack dla każdego, kiedyś marzył o zostaniu inżynierem. I nie chodzi mi o te sztywne klocki LEGO z nowych zestawów, gdzie instrukcja pokazuje każdy krok. Tutaj dostajesz budżet, garść części i mówisz: radź sobie. Chcesz dziesięć kół? Bierz. Chcesz zrobić łazik w kształcie spaghetti? Twoja sprawa. Editor jest tak elastyczny, że prawie boli. Działa równie dobrze z myszką, co z padem, co w grach tego typu jest rzadkością. Przypomina mi to Kerbal Space Program, tyle że bez tego całego UI z piekła rodem. Interfejs tutaj jest czysty, intuicyjny i nie sprawia, że czujesz się jak pilot myśliwca. To duży plus.

Problem w tym, że każda część kosztuje. I nie jesteś bogaty. Początkowe misje dają ci ledwo na podstawowy łazik i parę bezużytecznych dodatków. Dopiero po kilku godzinach odblokowujesz lepsze rzeczy. To działa jak motywacja, ale też jak frustracja, kiedy wiesz, że rozwiązanie problemu jest proste: wystarczyło mieć większy budżet. Ale nie masz. Więc wracasz do warsztatu i kombinujesz.

Nowość  X4 Foundations - czy warto w to zagrać?
image 4

Same zadania zaczynają się niewinnie. Mała skrzynka z punktu A do B. Łatwo. Potem są długie rury, które wystają z łazika jak rogi i co chwilę zahaczają o skały. Potem wielkie, ciężkie machiny, które zmieniają środek ciężkości tak bardzo, że każdy mały kamień staje się wrogiem. I wreszcie te wspomniane słupy stalowe. Musisz je przewieźć poziomo, ale odstawić pionowo. Brzmi prosto. Wymaga takiego zbalansowania sił i momentów, że przypomina układanie kart domina w windsufingu.

Największym zaskoczeniem był dla mnie system sygnału radiowego. Łazik jest sterowany zdalnie, więc ma zasięg. Idziesz za daleko i tracisz kontrolę. Rozwiązanie? Budować stacje przekaźnikowe. To brzmi jak dodatkowy krok, ale w praktyce zmienia całą rozgrywkę. Nagle nie tylko musisz dotrzeć do celu, ale też zapewnić sobie drogę powrotną. Stacje wymagają widoczności, więc musisz myśleć o liniach widzenia, wysokościach, przeszkodach. To jak budować sieć komórkową na Marsie. I to jest genialne.

Gra ma też tryb kreatywny, gdzie możesz budować bez ograniczeń budżetowych. Ale uruchamiając go, kasujesz swój postęp. To taki średni żart w stylu: hej, masz tu wolność, ale zapomnij o tym, co zrobiłeś. Dla mnie to jedyna poważna wada, bo czasem chciałoby się po prostu testować pomysły bez konsekwencji.

image 5

Mars First Logistics nie jest dla każdego. Jeśli szukasz szybkiej rozrywki, gdzie machasz mieczem i zbierasz złoto, uciekaj. Tu potrzeba cierpliwości. Potrzeba podejścia typu: zepsuło się? To ja zepsułem. Muszę to naprawić. To gra dla tych, którzy lubią kombinować, myśleć o fizyce i nie frustrują się, kiedy coś nie działa od razu. Dla fanów Factorio, Kerbal czy nawet Minecrafta z modami technicznymi. Dla tych, którzy chcą poczuć się jak inżynier, a nie jak superbohater.

Po kilku dniach grania nie mogę przestać myśleć o tym, jak zoptymalizować mój łazik. Jak lepiej zbalansować ciężar. Gdzie postawić kolejną stację przekaźnikową. To uzależniające w tym najlepszym, najbardziej męczącym sensie tego słowa. Grafika jest prosta, szkicowa, ale czytelna. Nie ma tu udawania, że to symulator NASA. To gra, która wie, czym jest i nie udaje czegoś więcej.

Nowość  Enshrouded - recenzja

Polecam ją każdemu, kto kiedyś złożył coś z LEGO i pomyślał: mogłoby to jeździć. Tutaj jeździ. I przewraca się. I wymaga poprawek. I właśnie w tym jest cała zabawa.