Mars First Logistics pokazało mi, że największym wrogiem na Czerwonej Planecie nie jest niska grawitacja czy skażenie radiacyjne, tylko własna ambicja. I to jest najlepsza rzecz, jaką mogę o tej grze powiedzieć.
Przez pierwsze dwie godziny czułem się jak geniusz inżynierii. Zbudowałem pojazd na sześciu kołach, dodałem chwytak, przewiozłem kilka skrzynek i myślałem, że opanowałem system. Potem przyszedł pierwszy stalowy słup. Trzeba było go nie tylko przewieźć, ale postawić pionowo na wyznaczonym miejscu. Piętnasty reset później zrozumiałem, że ta gra mnie nienawidzi. I ja ją też.

Bo Mars First Logistics nie jest łatwe. Nie jest też typową grą logiczną, gdzie szukasz jednego, ukrytego rozwiązania. To gra o próbach i błędach. Głównie błędach. I o tym, żeby nie rzucić kontrolerem o ścianę, kiedy Twój przewrócony łazik po raz dziesiąty wraca na pozycję startową, a stalowy słup ląduje tam, gdzie był na początku.
System budowy to czysty crack dla każdego, kiedyś marzył o zostaniu inżynierem. I nie chodzi mi o te sztywne klocki LEGO z nowych zestawów, gdzie instrukcja pokazuje każdy krok. Tutaj dostajesz budżet, garść części i mówisz: radź sobie. Chcesz dziesięć kół? Bierz. Chcesz zrobić łazik w kształcie spaghetti? Twoja sprawa. Editor jest tak elastyczny, że prawie boli. Działa równie dobrze z myszką, co z padem, co w grach tego typu jest rzadkością. Przypomina mi to Kerbal Space Program, tyle że bez tego całego UI z piekła rodem. Interfejs tutaj jest czysty, intuicyjny i nie sprawia, że czujesz się jak pilot myśliwca. To duży plus.
Problem w tym, że każda część kosztuje. I nie jesteś bogaty. Początkowe misje dają ci ledwo na podstawowy łazik i parę bezużytecznych dodatków. Dopiero po kilku godzinach odblokowujesz lepsze rzeczy. To działa jak motywacja, ale też jak frustracja, kiedy wiesz, że rozwiązanie problemu jest proste: wystarczyło mieć większy budżet. Ale nie masz. Więc wracasz do warsztatu i kombinujesz.

Same zadania zaczynają się niewinnie. Mała skrzynka z punktu A do B. Łatwo. Potem są długie rury, które wystają z łazika jak rogi i co chwilę zahaczają o skały. Potem wielkie, ciężkie machiny, które zmieniają środek ciężkości tak bardzo, że każdy mały kamień staje się wrogiem. I wreszcie te wspomniane słupy stalowe. Musisz je przewieźć poziomo, ale odstawić pionowo. Brzmi prosto. Wymaga takiego zbalansowania sił i momentów, że przypomina układanie kart domina w windsufingu.
Największym zaskoczeniem był dla mnie system sygnału radiowego. Łazik jest sterowany zdalnie, więc ma zasięg. Idziesz za daleko i tracisz kontrolę. Rozwiązanie? Budować stacje przekaźnikowe. To brzmi jak dodatkowy krok, ale w praktyce zmienia całą rozgrywkę. Nagle nie tylko musisz dotrzeć do celu, ale też zapewnić sobie drogę powrotną. Stacje wymagają widoczności, więc musisz myśleć o liniach widzenia, wysokościach, przeszkodach. To jak budować sieć komórkową na Marsie. I to jest genialne.
Gra ma też tryb kreatywny, gdzie możesz budować bez ograniczeń budżetowych. Ale uruchamiając go, kasujesz swój postęp. To taki średni żart w stylu: hej, masz tu wolność, ale zapomnij o tym, co zrobiłeś. Dla mnie to jedyna poważna wada, bo czasem chciałoby się po prostu testować pomysły bez konsekwencji.

Mars First Logistics nie jest dla każdego. Jeśli szukasz szybkiej rozrywki, gdzie machasz mieczem i zbierasz złoto, uciekaj. Tu potrzeba cierpliwości. Potrzeba podejścia typu: zepsuło się? To ja zepsułem. Muszę to naprawić. To gra dla tych, którzy lubią kombinować, myśleć o fizyce i nie frustrują się, kiedy coś nie działa od razu. Dla fanów Factorio, Kerbal czy nawet Minecrafta z modami technicznymi. Dla tych, którzy chcą poczuć się jak inżynier, a nie jak superbohater.
Po kilku dniach grania nie mogę przestać myśleć o tym, jak zoptymalizować mój łazik. Jak lepiej zbalansować ciężar. Gdzie postawić kolejną stację przekaźnikową. To uzależniające w tym najlepszym, najbardziej męczącym sensie tego słowa. Grafika jest prosta, szkicowa, ale czytelna. Nie ma tu udawania, że to symulator NASA. To gra, która wie, czym jest i nie udaje czegoś więcej.
Polecam ją każdemu, kto kiedyś złożył coś z LEGO i pomyślał: mogłoby to jeździć. Tutaj jeździ. I przewraca się. I wymaga poprawek. I właśnie w tym jest cała zabawa.