0

Eriksholm: The Stolen Dream – cichy hit z zaskoczenia (recenzja)

Eriksholm: The Stolen Dream to nie jest kolejna gra, gdzie chowasz się za skrzynkami i liczysz piksele w cieniach. Tutaj naprawdę jesteś cieniem. Grasz jako Hannah — młoda kobieta szukająca brata w steampunkowo-skandynawskim mieście gnębionym przez chorobę serca. I nie, nie chodzi o złamane serca. To bardziej „zaraza z Netflixa w stylu epoki przemysłowej”. Zaczynasz od ucieczki z własnego mieszkania przez rury, zanim policja zapuka po brata. Później jest już tylko lepiej.

Mechanika skradania — czyli jak grać i nie zginąć

image 3

Sterowanie to klasyka: kliknij, przesuń, chowaj się. Ale pod tym banałem kryje się piękna precyzja. Gra nie wybacza błędów. Masz dmuchawkę z usypiającymi strzałkami, ale jak spudłujesz albo strażnik cię zobaczy — wracasz do checkpointu. Uwaga: strzałka działa z opóźnieniem. Czyli: strzel, zniknij i trzymaj kciuki, że koleś zdąży zemdleć, zanim krzyknie „tam jest!”. Czyste napięcie.

Z czasem dostajesz nowych bohaterów. Nie powiem ilu ani kim są — odkrywanie ich to część frajdy. Ale każdy ma unikalne zdolności i różne podejścia do tych samych lokacji. Jedna scena, trzy rozwiązania. I tak powinno się projektować skradanki.

Świat przedstawiony — klimat, który wciąga

image 4

Miasto Eriksholm to majstersztyk. Trochę Dickens, trochę Dishonored, trochę Bioshock w wersji budżetowej, ale z sercem. Ludzie biedni, bogaci, chorzy — wszystko się miesza. Dialogi między strażnikami dodają smaku. Usłyszałem kiedyś, jak jeden wspominał o chorej córce — od razu przestałem go traktować jak tylko przeszkodę do ominięcia. Serio, dawno w grze nie czułem aż takiego współczucia dla przeciwników.

Są też takie perełki jak bagienne poziomy z cichym trawiaszczem tłumiącym dźwięki czy latarnia morska pełniąca funkcję szperacza. Te detale nie tylko wyglądają dobrze — one wpływają na sposób, w jaki grasz. Musisz myśleć, eksperymentować, czasem przegrać, by wygrać.

Nowość  Biomutant Poradnik – co warto wiedzieć

Technikalia — czyli czy to w ogóle działa

Gra śmiga na Unreal Engine 5. Modele postaci wyglądają zaskakująco dobrze, zwłaszcza w przerywnikach. Cutsceny są warte obejrzenia — voice acting jest topowy, bez przerysowania. Lokacje bywają powtarzalne wizualnie, ale ich projekt nadrabia to z nawiązką.

Największe zaskoczenie? Spokój.

image 5

Większość skradanek to wieczne napięcie. Tu — masz napięcie wtedy, gdy trzeba. Przez większość czasu czujesz się jak profesjonalista. Gra nie wrzuca ci paniki co 30 sekund. Daje przestrzeń do myślenia. I dlatego to działa. Jak w F1 — jak masz kontrolę, to nawet poślizg wygląda jak styl.

Czy polecam? Absolutnie.

To jedna z tych gier, które przyszły znikąd i zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Ma świetne tempo, unikalną atmosferę, dobre sterowanie i historię, którą warto poznać. Jeśli lubisz gry pokroju Desperados III, Aragami albo Mark of the Ninja, ale chcesz czegoś z większym sercem i mniejszym efekciarstwem — bierz w ciemno.

Plusy:

  • wybitny klimat i narracja
  • świetna mechanika skradania
  • zaskakująco dobra grafika i animacje
  • przemyślana wieloosobowa rozgrywka jednoosobowa

Minusy:

  • niektóre lokacje wizualnie monotonne
  • historia nie zawsze trafia w punkt

Jeśli kiedyś miałeś marzenie, by zostać mistrzem skradania, ale nie chciało ci się uczyć wzorców patrolowych z Metal Gear Solid, Eriksholm to gra, w której warto je zrealizować.