Eriksholm: The Stolen Dream to nie jest kolejna gra, gdzie chowasz się za skrzynkami i liczysz piksele w cieniach. Tutaj naprawdę jesteś cieniem. Grasz jako Hannah — młoda kobieta szukająca brata w steampunkowo-skandynawskim mieście gnębionym przez chorobę serca. I nie, nie chodzi o złamane serca. To bardziej „zaraza z Netflixa w stylu epoki przemysłowej”. Zaczynasz od ucieczki z własnego mieszkania przez rury, zanim policja zapuka po brata. Później jest już tylko lepiej.
Mechanika skradania — czyli jak grać i nie zginąć
Sterowanie to klasyka: kliknij, przesuń, chowaj się. Ale pod tym banałem kryje się piękna precyzja. Gra nie wybacza błędów. Masz dmuchawkę z usypiającymi strzałkami, ale jak spudłujesz albo strażnik cię zobaczy — wracasz do checkpointu. Uwaga: strzałka działa z opóźnieniem. Czyli: strzel, zniknij i trzymaj kciuki, że koleś zdąży zemdleć, zanim krzyknie „tam jest!”. Czyste napięcie.
Z czasem dostajesz nowych bohaterów. Nie powiem ilu ani kim są — odkrywanie ich to część frajdy. Ale każdy ma unikalne zdolności i różne podejścia do tych samych lokacji. Jedna scena, trzy rozwiązania. I tak powinno się projektować skradanki.
Świat przedstawiony — klimat, który wciąga
Miasto Eriksholm to majstersztyk. Trochę Dickens, trochę Dishonored, trochę Bioshock w wersji budżetowej, ale z sercem. Ludzie biedni, bogaci, chorzy — wszystko się miesza. Dialogi między strażnikami dodają smaku. Usłyszałem kiedyś, jak jeden wspominał o chorej córce — od razu przestałem go traktować jak tylko przeszkodę do ominięcia. Serio, dawno w grze nie czułem aż takiego współczucia dla przeciwników.
Są też takie perełki jak bagienne poziomy z cichym trawiaszczem tłumiącym dźwięki czy latarnia morska pełniąca funkcję szperacza. Te detale nie tylko wyglądają dobrze — one wpływają na sposób, w jaki grasz. Musisz myśleć, eksperymentować, czasem przegrać, by wygrać.
Technikalia — czyli czy to w ogóle działa
Gra śmiga na Unreal Engine 5. Modele postaci wyglądają zaskakująco dobrze, zwłaszcza w przerywnikach. Cutsceny są warte obejrzenia — voice acting jest topowy, bez przerysowania. Lokacje bywają powtarzalne wizualnie, ale ich projekt nadrabia to z nawiązką.
Największe zaskoczenie? Spokój.
Większość skradanek to wieczne napięcie. Tu — masz napięcie wtedy, gdy trzeba. Przez większość czasu czujesz się jak profesjonalista. Gra nie wrzuca ci paniki co 30 sekund. Daje przestrzeń do myślenia. I dlatego to działa. Jak w F1 — jak masz kontrolę, to nawet poślizg wygląda jak styl.
Czy polecam? Absolutnie.
To jedna z tych gier, które przyszły znikąd i zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Ma świetne tempo, unikalną atmosferę, dobre sterowanie i historię, którą warto poznać. Jeśli lubisz gry pokroju Desperados III, Aragami albo Mark of the Ninja, ale chcesz czegoś z większym sercem i mniejszym efekciarstwem — bierz w ciemno.
Plusy:
- wybitny klimat i narracja
- świetna mechanika skradania
- zaskakująco dobra grafika i animacje
- przemyślana wieloosobowa rozgrywka jednoosobowa
Minusy:
- niektóre lokacje wizualnie monotonne
- historia nie zawsze trafia w punkt
Jeśli kiedyś miałeś marzenie, by zostać mistrzem skradania, ale nie chciało ci się uczyć wzorców patrolowych z Metal Gear Solid, Eriksholm to gra, w której warto je zrealizować.