0

Destiny 2: Renegades, czyli kiedy fanserwis ma sens

Gdy usłyszałem, że Bungie robi dodatek do Destiny 2 oparty na… cudzym uniwersum, miałem jedno skojarzenie. To się nie może udać. Destiny zawsze było tym „Star Wars z domu”, więc oficjalne pójście w tę stronę pachniało desperacją. A jednak. Po kilku dniach z Destiny 2: Renegades muszę przyznać jedno. To hazard, który w dużej mierze się opłacił.

Nie bez potknięć. Ale jednak.

image

Renegades bierze motywy ze Star Wars i wrzuca je do świata Destiny w sposób bardziej sprytny, niż się spodziewałem. Nie spotykam Luke’a ani Vadera. Zamiast tego dostaję znajome dźwięki, obrazy i archetypy. Spider jest tu praktycznie Jabbą. Drifter od dawna był Hanem Solo, tylko z większą liczbą podejrzanych decyzji życiowych. Światło i Ciemność już wcześniej robiły za Jedi i Sithów, więc całość zaskakująco dobrze się zazębia.

Mars jako Tatooine. Io jako Dagobah. Europa jako Hoth. To działa. I co ważne, nie wyciąga mnie z klimatu Destiny. Bardziej mruga okiem, niż wali cytatem po głowie.

Nowe postacie wypadają różnie. Aunor z Zakonu Praxic jest… poprawna. I to jej największy problem. Za to Bael to Kylo Ren w wersji Destiny, do tego stopnia, że przez chwilę serio myślałem, że głos podkłada Adam Driver. Jest przerysowany, dramatyczny i dokładnie taki, jakiego ten dodatek potrzebował.

image 1

Pierwsza oś fabularna kręci się wokół kantyny na Marsie, prowadzonej przez trzy frakcje znanych ras. I tu jest najwięcej luzu. Vexy, które wyłamały się z kolektywu i zaczęły interesować się… modą. Peleryny. Dużo peleryn. To jest ten rodzaj głupoty, który Destinyemu zwyczajnie służy.

Zadania łowieckie są intensywne. Dużo wrogów. Naprawdę dużo. Momentami aż za dużo. Ale strzelanie w Destiny nadal jest klasą samą w sobie. Nowe lokacje są spore, zróżnicowane i dają oddech. Do tego dochodzą „zdolności wsparcia”, bardzo inspirowane Helldivers. Naloty, pojazdy, drony leczące. Kilka sekund wytchnienia, gdy wszystko wokół chce mnie zabić. Proste. Skuteczne.

Nowość  Biomutant Poradnik – co warto wiedzieć

Kampania zajęła mi około ośmiu godzin. Dwa pierwsze i dwa ostatnie zadania są świetne. Klimat Star Wars aż kapie z ekranu. Problem pojawia się później. Wszystko można skończyć na raz. I moim zdaniem to błąd. Kiedyś Destiny było rytuałem. Wtorki. Wszyscy online. Teraz każdy przechodzi dodatek w jeden, dwa dni i… cisza. Historia pędzi. Motywacje postaci zmieniają się w minutę. Brakuje czasu na osadzenie emocji.

Nowe bronie są fajne. Blastery inspirowane Hanem Solo. Praxic Blades, czyli miecze świetlne Destiny. Robią robotę. Dźwięk. Animacje. Odbijanie ciosów. To czysta frajda. Można też przebrać się za Bobę Fetta, ale to już kosztuje ekstra. Klasycznie.

image 2

Drugi wątek fabularny, związany z Dziewiątką i Edge of Fate, jest kompletnie nieczytelny, jeśli pominęło się poprzedni dodatek. Obejrzałem film przypominający i niewiele mi to dało. Bungie wyraźnie liczy, że „jakoś to będzie”. A szkoda, bo przy crossoverze celującym też w nowych graczy aż prosiło się o porządne wprowadzenie.

Największy mój problem leży jednak gdzie indziej. Nowy Portal. Nowa struktura gry. Nienawidzę tego. Zamiast podróży, planet i przypadkowych spotkań mam listę zadań. Jak tablica w pracy. Klik. Zadanie. Klik. Nagroda. Zero magii. Zero świata.

Podsumowując. Renegades to solidny, momentami bardzo dobry dodatek. Przywraca fun. Daje świeży klimat. Ale nie naprawia Destiny jako całości. Poleciłbym go fanom, którzy są zmęczeni stagnacją i chcą czegoś innego. Nowi gracze mogą się odbić od chaosu fabularnego.

Rozgrywka
Oprawa wizualna
Muzyka i dźwięk
Sterowanie i opcje

Plusy

  • Bardzo udane wpasowanie motywów Star Wars w świat Destiny bez łamania klimatu
  • Świetne, widowiskowe misje kampanii, szczególnie początek i finał
  • Nowe lokacje są duże, czytelne i przyjemne w eksploracji
  • Praxic Blades dają realną frajdę i zmieniają tempo walki
  • Wysoka gęstość przeciwników utrzymuje napięcie i dynamikę
  • Humor i luz w zadaniach frakcyjnych, zwłaszcza w kantynie na Marsie
  • Strzelanie nadal jest topowe, Bungie tego nie zapomniało
Nowość  Poradnik do Deep Rock Galactic

Minusy

  • Fabuła jest nieczytelna dla graczy, którzy pominęli Edge of Fate
  • Kampanię można przejść zbyt szybko, co zabija rytm i aspekt społeczny
  • Niektóre postacie są nijakie i niewykorzystane